fbpx

ZIELONA OLIWKA KIEŁCZÓW RESTAURACJA, MINI ZOO I PLAC ZABAW W JEDNYM

Gdzie jest ten raj obiecany? W Kiełczowie –  to podwrocławska wieś znajdująca się w gminie Długołęka, ok 13 km na zachód od wrocławskiego Rynku. Będąc więc we Wrocławiu koniecznie powinniście tam zabłądzić.

Zacznijmy od samej restauracji. Miejsce urządzone z pomysłem i w ciepłym klimacie.

Ten pokaz slajdów wymaga włączonego JavaScript.

Choć dekoracje nawiązują do przyrodniczego klimatu nie są przesadzone i nie sprawiają wrażenia odpustowego (no może poza jelonkiem;)

Obiekt ten jest dwupoziomowy więc jest tu sporo miejsca jednak wszystko zrobione w sposób, który zapewnia kameralność.

Na parterze znajduje się kilka stolików, bar oraz maleńki kącik zabaw dla dzieci schowany pod schodami i ograniczony w pewnym stopniu dwoma stolikami, dzięki czemu łatwiej jest kontrolować ruchy naszych małych skarbów.

Ten pokaz slajdów wymaga włączonego JavaScript.

wychodząc schodami na górę odkrywamy kolejną dość dużą salę

zdjęcie google+

Wszystkie stoliki ustawione są w przyzwoitej (choć nieoszałamiającej odległości od siebie), jeśli jednak macie ochotę na trochę prywatności dzięki ciekawemu układowi, są tutaj takie miejsca.

Wybierając Oliwkę jako miejsce Waszej wieczerzy, czy też innego lunchu, musicie się uzbroić w solidną porcję cierpliwości, zarówno na obsługę jak i na dania czeka się dość długo jednak i jedno, i drugie, z reguły, jest warte oczekiwania:)

Zanim zdecydowaliśmy się na dania postanowiliśmy wykorzystać jedną z ostatnich pewnie okazji na zimową herbatkę (bo mamy już wiosnę, a tu wciąż można ją było dostać).

Podana w ciekawy sposób i bardzo smaczna (szczególnie syrop malinowy) – a Wam się podoba?

Ponieważ byliśmy tutaj większą grupą zastosowaliśmy nasz tradycyjny model – wszystkie przystawki na środek i próbujemy:)

No to teraz po kolei (w kolejności występowania w menu żeby nikogo nie faworyzować:)

Pieczony kozi ser był tak pyszny, że nie zdążył się załapać na zdjęcie (ale może to dobrze, bo będziecie mieć większą motywację, żeby go spróbować – naprawdę warto:) jest idealnie wypieczony –  na zewnątrz ma kruchą skórkę w środku zaś jest mięciutki i rozpływający się w ustach. Cały “wypiek” umieszczony jest na podkładce z buraków, które w ciekawy sposób łamią smak tego dania.

Tatar – ponieważ nie jesteśmy w tym miejscu po raz pierwszy, ślinka nam ciekła już na samą myśl o nim – zawsze był niesamowity, tym razem był jednak po prostu smaczny i poprawny. Miejmy w pamięci, że to i tak dużo w stosunku do tego co spotyka się zwyczaj, jednak nasze oczekiwania były bardziej rozbudzone przez wcześniejsze wizyty w Oliwce

Parfait, wbrew temu, co sugeruje nazwa, nie jest deserem, lecz rodzajem foie gras ze słodkimi dodatkami – owocami oraz swego rodzaju musem. Ona nie jest zwolennikiem, ani tego dania, ani jakichkolwiek wariacji na temat pasztetów (tak wiemy, jest to profanacja takie porównanie, ale dla przeciętnego zjadacza chleba jest ono odpowiednie:), powiedziała jednak, że to danie było przepyszne.

Ostatnią pozycją w menu przystawkowym jest carpaccio, więc ono również znalazło się na naszej liście zamówień, przypadło nam do gustu, było świeżutkie i odpowiednio doprawione. On uważa, że czegoś mu brakowało, ale to chyba był dzień na bakier ze smakiem, bo wszystko jakoś tak niedoprawione się wydawało.

Młodemu Człowiekowi zamówiliśmy tradycyjnie rosołek – wchodził mu, aż mu się uszy trzęsły, dopiero przy końcówce dał nam spróbować, okazało się, że jak na menu dziecięce naszym zdaniem był odrobinę zbyt intensywnie doprawiony, ale najważniejsze, że jemu smakowało;)

Na drugie danie poszły pierogi ruskie – z reguły Jej ulubione danie tym razem, ku zdziwieniu wszystkich wybrał je On, Ona więc weszła w zabawę w zamianę ról i poprosiła o burgera black angus. Jeśli chodzi o ocenę tu znów pojawia się spore zaskoczenie – Jej zdaniem pierogi były dobre, Jego zdaniem super, burger zaś Jej zdaniem był fantastyczny, Jego zaś zdaniem mięso bardzo dobre reszta zwyczajna:). Tak to zamienili się tego dnia chyba na charaktery:). Tylko jeszcze jedna wzmianka o burgerze – niestety sos do sałatki rozmoczył bułkę, więc konsumpcja była znacznie utrudniona :(. Darujemy Wam więc opis, bo zdania uczonych są podzielone – sami spróbujcie i oceńcie, a tymczasem zobaczcie, jak wyglądały.

Ten pokaz slajdów wymaga włączonego JavaScript.

Poza wnętrzem, w tym miejscu, znajdziecie także stoliki na zewnątrz i w zadaszonej altanie – mogą się Wam przydać, gdyż Zielona Oliwka to nie tylko restauracja – poza pysznym jedzeniem na terenie znajduje się dość spory plac zabaw zarówno dla starszych dzieciaków jak i maluchów.

Znajdziecie tu fantazyjne jungle gym – jedna dla mniejszych poszukiwaczy przygód – zawiera tunel oraz zjeżdżalnie, druga większa z mostkiem linowym i drabinkami oraz dodatkowo mały “tor przeszkód”. Poza tym macie do wyboru huśtawki (zarówno takie “zwykłe” jak i “oponę”, którą można uznać za dwuosobową), bujaczki, równoważnie, a całość umieszczona jest w jednej wielkiej piaskownicy.

Ten pokaz slajdów wymaga włączonego JavaScript.

Z maluszkiem, takim jak nasz synek, trzeba niestety być cały czas, posiadając jednak starsze pociechy możecie spokojnie siedzieć sobie w ogródku restauracji pić kawę i obserwować. Połączenie jest więc genialnym pomysłem – można tu przyjść i smacznie zjeść, a dzieciom dać się pobawić, lub też przyjść dla dzieci, by się pobawiły, a samemu zjeść np. gofra, czy lody podawane w budce na środku tego placu zabaw z miniaturowym zoo.

Wspomniany mini ogród zoologiczny okala niemal cały plac zabaw. Na pierwszym wybiegu spotkacie różnorodne ptactwo począwszy wróbli (których nie wiem, czy zauważyliście, ale jest znacznie mniej ostatnio wokół nas, niż za czasów naszego dzieciństwa) poprzez gołębie, kaczki, aż na pawiach i bażantach (chyba bo zoologowie z nas kiepscy) kończąc.

 

 

 

 

 

 

 

Młody Człowiek przyssał się do tej klatki i mimo, że pewnie nie powinniśmy nakarmiliśmy towarzystwo jedną bułeczką wyniesioną z Oliwki- fascynacja była pełna – niemal zapuściliśmy tu korzenie. Idąc dalej mamy wybieg i stajnie. Możecie tu spotkać krówkę miniaturkę (nadal nie małą), owieczkę, świnki, osiołka, konika, kózkę i króliki – cały przegląd naszej polskiej wsi – może i dobrze, bo dzieciaki mieszczuchy nie mają za często okazji zobaczyć z bliska takich “wynalazków” (choć dla naszej latorośli to już drugie w bardzo krótkim czasie). Zwierzaki są świetne i każdego małego gościa przywitają z radością – jak my byliśmy to kózka tak chciała na siebie zwrócić uwagę, że rogami stukała w drzw swojej zagrody. Zobaczyć coś takiego dla malucha – super doświadczenie.

Jeśli nadal czujecie się zbyt mało związani z naturą, możecie się wybrać zobaczyć na żywo kury – phi myślicie sobie kura – a ile razy Wasze dziecko widziało żywą kurę? Między tym wszystkim chodzi sobie oswojony i bardzo przyjazny dzieciom kociak – oliwka – świetny do oswajania najmniejszych ze zwierzętami – ma naprawdę świętą cierpliwość.

Wspomniana wcześniej budeczka z przekąskami odgrywa tu dwojaką rolę – z jednej strony jest świetną wymówką – zjem czekając jak dziecko się bawi, z drugiej namawia do strasznego grzechu – jak tu skończyć na jednym gofrze, skoro pociecha nadal się bawi? Osobiście tak objedliśmy się tym, co ma do zaoferowania Oliwka, że nie bardzo mogliśmy oczami wyobraźni znaleźć przestrzeń w żołądkach na goferka, Młody Człowiek, póki co na szczęście był zafascynowany otaczającym go światem więc nie sępił;). Byli tam jednak też rodzice, którzy ulegli namowom swoich latorośli i przyłączyli się nawet do nich z własnymi pysznymi wypiekami 🙂

Opisując to wszystko nie można zapomnieć o różnych smaczkach wizualnych, o które zadbali gospodarze, jak również o samym budynku Oliwki, który wznosi się nad tym uroczym, sielankowym placem zabaw i nauki.

Ten pokaz slajdów wymaga włączonego JavaScript.

Miejsce ze względu na swoją pomysłowość i wielofunkcyjność, zdecydowanie zasługuje na 5/5 – musicie się tam koniecznie wybrać ze swoimi dzieciakami – zabawa będzie na kilka godzin (a jeśli pociechy trochę bardziej odrosły od ziemi, niż nasz Mały Człowiek to będziecie mogli nawet w spokoju wypić kawę)

Mamy jeszcze jedną cenną uwagę od jednej z naszych Czytelniczek – w weekendy wejście na plac zabaw jest odpłatne – 10 PLN, jeśli Wasz rachunek w restauracji wynosi mniej niż 50 PLN. Nie wiedzieliśmy o tym, więc bardzo dzięujemy Gosi za zwrócenie naszej uwagi na ten fakt.

(5 / 5)

Jak każdy z wpisów na naszym blogu, także ten nie jest wpisem sponsorowanym, gdy używamy jakichkolwiek nazw własnych, robimy tak, bo uważamy, że np. dany przedmiot jest fajny, funkcjonalny, czy też pomocny i chcemy się naszą opinią podzielić z Wami.

Jeśli spodobał Wam się ten wpis, prosimy zapiszcie się do naszego newsletter’a i udostępnijcie go jeśli znacie kogoś, kogo mógłby też zainteresować.

Feeling of Life

Feeling of Life

Gdzie wyjść, zjeść, podróżować i nocować z dzieckiem i nie tylko

5 comments

  1. Czas oczekiwania na potrawę w weekend to 1,5 godziny – wg mnie bardzo długo.
    Brakuje tu komentarza, że wstęp na teren placu zabaw ze wszystkim atrakcjami jest płatny 10 zł za osobę w weekend, jeśli nie wyda się w restauracji ponad 50 zł za osobę.

    1. Witam Gosiu, nigdy nie byliśmy w Oliwce w weekend, więc bardzo Ci dziękujemy za tę uwagę, zaraz dodamy informacje o odpłatnym wejściu.

  2. Być może czas oczekiwania w weekendy na jedzenie jest nieco dłuższy, ale w tak fajne miejsce w sobotę i niedzielę zbierają się setki ludzi i pewnie ciężko jest wszystkich obsłużyć w 15 min. Warto czekać!! My bywamy tam bardzo często z naszą małą córeczka i potwierdzamy, że to miejsce jest cudowne!!!! 10 zł za wejście na teren to nie jest wygórowana cena…A Pani Gosia do zoo też by chciała wchodzić za darmo? Atrakcje kosztują! Gratulujemy pomysłu właścicielom i oby więcej takich cudownych miejsc…

    1. Myślę, że opłata za korzystanie z atrakcji placu zabaw i mini zoo jest też w interesie Klientów Zielonej Oliwki – jak wybieracie się do restauracji z placem zabaw, chcielibyście, by Wasze pociechy mogły się na nim bawić. Darmowe wejścia mogłyby raczej doprowadzić do sytuacji, w której jako Klienci nie mielibyście możliwości skorzystać z atrakcji ze względu na dużą ilość osób, które poprostu przyszły zająć swoje dzieci z kanapką w ręku i napojem w butelce. Powiedzmy sobie szczerze, jest to pewien problem, osobiście uważam, że jest to dobre rozwiązanie. Póki co nie spotkałem się z miejscem, które za darmo zapewniałoby nawet zbliżone atrakcje

  3. Toż to Sielska po remoncie. Nie wiedziałam, że zmienią nazwę. W zeszłym roku wiosną w tygodniu za wstęp płaciłam 5 zł. Na prawdę fajne, naturalne miejsce by miło i rodzinnie spędzić czas.

Dodaj komentarz

Inline
Inline