fbpx

TOM’S DINER AMERYKAŃSKA RESTAURACJA RODZINNA

W naszych poszukiwaniach restauracji przyjaznej dla dzieci w Trójmieście, trafiliśmy na Tom’s Diner w Gdyni. Jeśli byliście kiedyś w TGI Fridays, czy w Jeffs, to wiecie czego mniej więcej się spodziewać. Restauracja jest jednak znacznie bardziej kameralna od tych sieciówek,

urządzona w stylu amerykańskich restauracji przydrożnych,

z ciekawymi akcentami dekoracyjnymi,

które szybko stają się obiektem pożądania Waszych pociech.

Na szczęście, jeśli maluchy będą grzeczne, to przemiła obsługa może pozwolić Wam na nich je posadzić:)

W międzyczasie zajmie je niewielki, ale całkiem dobrze wyposażony (jak na restaurację, nie klubokawiarnię) kącik zabaw.

Jeśli będziecie mieli szczęście (wybierając się tam z dzieckiem oczywiście), tak jak my, to traficie na stolik tuż przy samym kąciku i będziecie mogli spokojnie delektować się jedzeniem obserwując bawiące się Wasze pociechy.

Kiedy Młody pobiegł odkrywać zabawki, my spokojnie mogliśmy wybrać dania

a wybierać jest z czego:)

Zaczęliśmy więc od dużej lemoniady i napoju pietruszkowego (tak to Jego nowe odkrycie w Trójmieście, w którym się zakochał).

Lemoniada była wprost obłędna, a napój bardzo ciekawy, dla Niego świetny.

Do tego oczywiście nieodłączna kawa latte, tym razem z dodatkiem wina.

Obie pozycje również godne polecenia.

Następnie przystawki – Tom’s Appetizer Combination

To kombinacja trzech klasycznych przystawek:

Lousiana wings z sosem blue cheese – dość ostre, ale i świetnie wypieczone i doskonałe w smaku;

Golden mozzarella sticks z sosem Marinara – sporej wielkości kawałki mozzarelli opieczone w przyprawionej panierce – naszym zdaniem lepiej wchodzi z sosem z trzeciej części, a Młodemu najlepiej wchodziły “na sucho”;

Cirpsy skins z kwaśną smietana – idealnie wypieczone łódeczki z ziemniaka z serem i boczkiem – nasze chyba ulubione danie – możecie je więc też zamówić osobno.

Dla Młodego Człowieka wymyśliliśmy sobie Basil Tomato soup zgodnie z menu to krem z pomidorów z posypany serem grana padano, podawany z  kwaśną śmietaną i grzanką czosnkową. Niestety zabrakło ostrzeżenia, że jest to dość ostre danie, Jemu bardzo przypadło do gustu, ale Młody, choć lubi dania ostrzejsze, niż jego Rodzicielka, wyraźnie zaprotestował.

Postanowiliśmy więc podmienić ją na cebulową, która niestety wyszła, ale na szczęście przemiły Pan zajmujący się naszym stolikiem, zaproponował nam nuggetsy dla Młodego Człowieka.

Jak się pojawiły i spróbowaliśmy ich z tym niesamowitym słodko musztardowym sosem, to zaczęliśmy mu bardzo zazdrościć tego wyboru – były to chyba najlepsze kurczaczki tego typu, jakie Młody zjadł (my prawdopodobnie też). O tym jak były wyśmienite świadczy to, że synek postanowił wciągnąć całe i praktycznie w ogóle z nami się nie podzielić (mimo, że wcześniej zjadł całą mozzarellę oraz kawałek grzanki).

Po tym wszystkim byliśmy tak objedzeni, że w momencie kiedy na stole pojawił się między innymi filet mignon,

byliśmy już gotowi złożyć broń i paść z przejedzenia.

Nie oszukujmy się jednak, co jak co, ale stek z polędwicy wołowej serwowany z masłem ziołowo czosnkowym, chrupiącymi plastrami bekonu, sezonowymi warzywami i sosem chimichurri nie mógł pozostać nienaruszony. Zatopiliśmy więc w niego zęby i … okazał się być dobry, przyzwoity, poprawny, ale daleko było mu do tych serwowanych w stekowniach i do nadziei rozbudzonych stylem jego podania, a danie, które zjedliśmy chwilę wcześniej również nie poprawiały jego pozycji  znacząco podnosząc mu poprzeczkę.

On zdecydował się na burgera miesiąca i to okazało się być najlepszym wyborem,

mimo, że był doprawiony troszkę na ostro (więc Ona nie mogła go nawet spróbować), On zachwycał się nim w niebogłosy. Odpowiednio wysmażone mięso (które jak wiecie stanowi o jakości burgera), do tego ciekawe dodatki (w tym mango) sprawiły, że kompozycja była niezwykle udana.

O tym, że jest to miejsce przyjazne dzieciom świadczy nie tylko kącik zabaw czy krzesełko dla dzieci, ale przede wszystkim obsługa. Państwo są naprawdę niesamowici – Pan który nas obsługiwał najpierw przekonał Młodego do grzecznego jedzenia (to nie był jego najlepszy dzień), potem przyniósł mu balonik, a na koniec pozwolił mu spełnić marzenie – dosiąść stalowego rumaka.

Podsumowując, jest to miejsce zdecydowanie godne odwiedzenia – zarówno jeśli wybieracie się na lunch, czy kolację sami jak i z dziećmi. Mamy nadzieję, że nasz opis przekonał Was do odwiedzenia Tom’s Diner, jest to jedno z tych miejsc, które warto odwiedzić i warto polecać i chcielibyśmy dać im 4,85/5.

Feeling of Life

Feeling of Life

Gdzie wyjść, zjeść, podróżować i nocować z dzieckiem i nie tylko

Dodaj komentarz

Inline
Inline