fbpx

CIĄŻA, A SAMOLOT – LATAĆ, CZY NIE LATAĆ W CIĄŻY, OTO JEST PYTANIE

Kiedy dowiedzieliśmy się, że w naszej rodzinie pojawi się nowy człowiek, mieliśmy już zaplanowane trzy podróże – Filipiny, Indie i Japonię. Pierwsze odpadły Filipiny – lot powrotny zgrał się idealnie z terminem porodu, Indie przypadały na trzeci miesiąc, Kraj Kwitnącej Wiśni przypadł zaś na przełom 6 i 7 miesiąca.

Skoro po wstępnej eliminacji zostały nam dwa kierunki, przejdźmy do Indii – podróż marzeń,w którą już raz usiłowaliśmy się udać jednak odwołano nam wtedy lot, było więc to już drugie podejście – tym bardziej chcieliśmy by tym razem się udało. Postanowiliśmy zacząć od poczytania, co w tym zakresie ma do powiedzenia wujek google i przepastne zasoby Internetu, niestety, wbrew obiegowej opinii, po tej lekturze nie byliśmy dużo mądrzejsi. Skierowaliśmy więc to samo pytanie do naszej Cudownej Pani Doktor prowadzącej ciąże. Werdykt – taki, na jaki liczyliśmy – możemy lecieć! Pozostały teraz już tylko takie mało istotne kwestie, jak trochę bardziej niż mniej obecne w Indiach choroby, szczególnie malaria no i brak możliwości łykania Malarone. Znając przypadek osoby, która wróciła z wakacji z tą chorobą, jesteśmy bardzo w tym zakresie przeczuleni. Najprostszym rozwiązaniem byłoby oczywiście odwołać całą imprezę i podejść do tematu w innym, bardziej sprzyjającym okresie, postanowiliśmy się jednak nie poddawać, w końcu to podróż marzeń – usiedliśmy z mapami występowania malarii i zaczęliśmy kombinować. Wyszło, że po dość intensywnym okrojeniu wizyty w Indiach – ograniczeniu do lotniska w Bombaju – możemy polecieć na Sri Lankę (nazywaną przez turystów małymi Indiami 😊). Powiedzmy, że to takie rozwiązanie z gatunku wilk syty, owca cała.

 

https://travelhealthpro.org.uk/country/105/india

Pozostało nam pognać po wizę i zacząć się pakować. Świat znów był piękny. I wtedy przyszły one – poranne mdłości, które naprawdę potrafią zmienić punkt widzenia, a gdy zamiast rano pojawiają się w środku dnia i wieczorem i  absolutnie nic na nie nie pomaga to Twój światopogląd staje na głowie. Mając wizję bycia zamkniętą w samolocie w takim stanie, nie pozostało nic innego, jak dojście do jedynego słusznego wniosku – nic na siłę i za wszelką cenę, w końcu do trzech razy sztuka, Indie nigdzie nie odpłyną, co więcej jak dobrze pamiętamy z geografii, nieustannie zacieśniają swój związek z Azją 😊

Powyższa mała klęska była trochę mniej odczuwalna, gdy przypomnieliśmy sobie, że już za trzy miesiące będziemy w pięknym Kraju Kwitnącej Wiśni. Gdy zbliżała się podróż, z miejsca odpuściliśmy przeszukiwanie Internetu i poszliśmy do naszej Pani Doktor – z ciążą był malutki, choć co prawda raczej niegroźny problem to jednak nastąpiła więc chwila grozy….kolejna podróż odwołana? Pani Doktor popatrzyła Jej głęboko w oczy i wydała swój wyrok….., na szczęście zgodny z oczekiwaniami – można lecieć:)

 

No to lecimy…. nie da się ukryć, trochę się stresowaliśmy, choć głównie z powodu tego, co ludzie wypisywali w Internecie na temat latania w ciąży. Młody człowiek był mało ruchliwy, więc przez cały lot składaliśmy do niego modły by dawał znać o swoim istnieniu i sygnalizował dobre samopoczucie, ale jak na złośliwego stworka przystało, postanowił pójść spać i ignorować nasze prośby i groźby. Na szczęście postanowiliśmy nie panikować, nie pobiegliśmy z miejsca do lekarza zaraz po wylądowaniu – wiedzieliśmy że nasz synek ma predyspozycje by mieć złośliwy charakterek po tatusiu, więc poczekał trochę po wylądowaniu zanim postanowił się obudzić, za to pierwiastek charakteru mamusi spowodował, że postanowił sprzedać Jej solidnego kopniaka jak tylko wstał:). W naszych głowach Młody zwyczajnie uznał, że za fajnie buja w tym samolocie, by marnować czas na cokolwiek innego niż spanie. Bogatsi o to doświadczenie i naszą interpretację przebiegu zdarzeń, w drodze powrotnej byliśmy już dużo spokojniejsi. Nie zmienia to faktu, że po wylądowaniu w kraju nad Wisłą pognaliśmy na USG by dać naszym poglądom jakiekolwiek podstawy naukowe. Wyszło po naszej myśli, a nawet trochę lepiej – drobne problemy okazały się zniknąć, a my uznaliśmy, że latanie i podróże są najlepszym lekarstwem na problemy w ciąży 😊

Tak więc, latać, czy nie latać?

Dla każdego jest to decyzja indywidualna – jeśli czujesz się dobrze, nie boisz się lecieć, a Twój lekarz nie widzi przeciwskazań, to leć, przeżywaj, ciesz się. Jeśli jednak czujesz się gorzej, masz jakiekolwiek obawy – nie daj się presji, zostań na ziemi.

Ciężko jest nas oskarżyć o nadmierne trzęsienie się nad Małym Człowiekiem, a jednak w jedną z podróży i to tą bardziej wyczekiwaną, nie polecieliśmy. Jeśli kiedyś postanowimy dalej powiększać naszą rodzinę, z pewnością w następnej ciąży również będziemy latać, w naszej opinii nie ma się czego bać 😊 No może poza atrakcjami opisanymi w następnym poście – okrągła w samolocie 😊 Pamiętajcie jednak, że wszystko jest kwestią indywidualną – posłuchajcie głosu serca, no i lekarza. Dajcie znać, jak postanowiliście no i jak było, trzymamy kciuki za Wasze podróże z dwoma kreskami!!

Jak każdy z wpisów na naszym blogu, także ten nie jest wpisem sponsorowanym, gdy używamy jakichkolwiek nazw własnych, robimy tak, bo uważamy, że np. dany przedmiot jest fajny, funkcjonalny, czy też pomocny i chcemy się naszą opinią podzielić z Wami.

Jeśli spodobał Wam się ten wpis, prosimy zapiszcie się do naszego newsletter’a i udostępnijcie go jeśli znacie kogoś, kogo mógłby też zainteresować.

Feeling of Life

Feeling of Life

Gdzie wyjść, zjeść, podróżować i nocować z dzieckiem i nie tylko

1 comment

Dodaj komentarz

Inline
Inline